-HEEEEJ! OBUDŹ SIĘ!!!- słyszę, jak ktoś potrząsa mną i woła. Ale ja nie potrafię otworzyć oczu, wydać żadnego dźwięku. W końcu mój wybawiciel bierze mnie na ręce i gdzieś mnie niesie. Tracę przytomność.
Budzę się w wygodnym łóżku. Jestem w jakimś pokoju z ceglanych ścian, jest pusty, niezamieszkany. Wszędzie są kartony, pewnie pełne niewypakowanych rzeczy. Obok mojego posłania siedzi jakaś dziewczyna. Ma strasznie długie włosy, sięgające kolan. Na myśl o nich przypominają mi się moje własne, spalone. Dotykam ich z przerażeniem.
-Nie martw się, nie spaliły się całe. Musimy je obciąć, na końcach są zwęglone. Zrobimy to, jak poczujesz się lepiej.- mówi, zauważając mój strach.
-Gdzie ja...jestem?- mówię, zapominając języka w gębie.- poza tym czuję się już lepiej, dzięki.Jestem w stanie...funkcjonować.
- Chodź, w takim razie zaprowadzę cię do innych.
Idziemy długimi, drewnianymi schodami na dół, do salonu. Są tam cztery osoby. Dwóch chłopaków w moim wieku, jedna dziewczyna i dorosły mężczyzna.
-O!Widzę, że już się obudziłaś, świetnie, Taiga.- mówi ten starszy facet. Ma około 30 lat, co czyni go starszym, biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy w tym pokoju oprócz niego są nastolatkami.
-Skąd pan zna moje imię?- mówię odruchowo cofając się, póki moje plecy nie trafiają na cegły.
Wtedy podchodzi do niego jedna z dziewczyn i szepcze mu coś do ucha.
-Aha! Czyli pochodzisz z Groteborg! To normalne w takim razie, że nic nie wiesz...-mruczy a potem podchodzi do mnie i mówi:
- Może w twoim mieście nic ci nie mówili, ale w Stolicy jest o tobie głośno. W końcu jesteś córką byłego króla.
-CO?!- krzyczę a potem dochodzi do mnie, że facet pewnie sobie ze mnie żartuje. Ale jego mina wcale na to nie wskazywała.
-Twój ojciec był dobrym królem, ale został obalony i skazany na wygnanie przez obecnego władcę. Ten chciał upokorzyć twojego tatę i kazał mu osiedlić się w jakieś dalekiej wiosce i nikomu nie mówić, że jest tym, kim jest. Formalnie nadal królem, ponieważ tytuł nie został mu odebrany oficjalnie. Wybrał pewnie Groteborg, odcięty od świata skrawek ziemi, aby ułożyć sobie życie.
-Mój ojciec umarł, w nocy, przed tym jak mnie znaleźliście.- mówię.
W kącie, chłopak, który do tej pory siedział cicho, wydawałoby się, że chciał, aby go tu nie było podniósł się z krzesła. Miał takie same jak ja, białe włosy i szare oczy. Coś podskoczyło mi w sercu, kiedy podchodzi do mnie, wpatrując się, świdrując mnie oczami. Ma jakieś 17 lat, na oko.
-Umarł? Kiedy odchodził, powiedział, że mam się tobą zająć, gdy umrze...a więc dobrze, że tu trafiłaś.
-Nie mówiłeś o tym, Edwardzie.- mówi ten dziwny facet.
-Nie o wszystkim musicie wiedzieć.- szepcze pod nosem chłopak nazwany przez niego Edwardem.
-Nie uważacie, że powinniśmy coś jej wyjaśnić?- pyta inna dziewczyna, z krótkimi, czarnymi włosami, w ogóle cała ubrana na czarno.
-No tak! Mam na imię Wallert!- mówi starszy mężczyzna i podaje mi rękę a ja potrząsam nią zdziwiona.- to jest Erica, ta z czarnymi włosami, ta, która cię sprowadziła na dół to Aika. Ten młodszy chłopak w płaszczu to Danny, a ten tutaj to, jak już wiesz Edward, twój starszy brat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz